„A KTO Z NAMI NIE WYPIJE … ” – O ULUBIONYCH TRUNKACH POLAKÓW

Choć na odpowiedź z Ziemi Świętej przyszło mu czekać kilka miesięcy, nie był to dla niego jakoś specjalnie stresujący czas; wyraźnie przecież zaznaczył, że to nie brak chęci jest powodem jego decyzji; przyczyna jest o wiele poważniejsza. Kiedy przyszedł więc list z pieczęcią papieską spokojnie go otworzył – i tak jak przewidywał – jego argument okazał się nie do podważenia. Książę Leszek Biały został zwolniony z odbywania pielgrzymek do stolicy Państwa Kościelnego z uwagi na fakt, iż w krainie tej nie znają ani piwa ani miodu pitnego, a on przecież nie jest przyzwyczajony do spożywania innych napojów. 

Zamiłowanie do lżejszych trunków Polacy odziedziczyli po swoich przodkach Słowianach, których codzienną dietę urozmaicało świeżo warzone piwo. Alkohol ten tak bardzo zasmakował rodakom, iż królował na ich stołach nie tylko w formie napoju, ale także dań, np. słynnej polskiej gramatki podawanej zwykle na śniadanie. 

Źródło i przepis: KLIK 

Piwo i miody pitne były napojami narodowymi, a ich walory smakowe doceniali wszyscy bez wyjątku, zarówno chłopi, jak i królowie, choć początkowo rozsmakowało się w nich właśnie duchowieństwo – to klasztory były najważniejszymi ośrodkami produkcji alkoholu. Dopiero w późniejszym czasie zaczęły powstawać pierwsze gospodarstwa rolne, w których produkowano i sprzedawano sezonowe piwo, a pracującym w nich parobkom w ramach wynagrodzenia wręczano „napiwki” czyli butelki z alkoholem.

Z uwagi na nieznajomość procesu pasteryzacji, wytwarzane wówczas piwo było wyrobem bardzo nietrwałym, do tego produkowanym jedynie przez kilka miesięcy w roku; wywoływało to rzecz jasna niezadowolenie wśród amatorów tego trunku, którzy życzyliby sobie mieć do niego dostęp przez okrągły rok.

Pod koniec XIV kupcy genewscy w ramach wymiany handlowej sprowadzili do Rosji spirytus winogronowy; choć znany był on już wcześniej ówczesnym Rosjanom, nikomu nie przyszło na myśl, by trunek uznawany przez nich za wyrób medyczny (i to w rozcieńczonej postaci) spożywać ku uciesze podniebienia i ogólnej radości. W końcu jednak przekonali się, a i w późniejszym czasie także i Polaków do kosztowania genewskiego specjału. I właśnie z tego powodu, u schyłku XVI wieku ukochane przez rodaków piwo wyparła wódka, stając się najpopularniejszym narodowym trunkiem; aparatury do jej pędzenia znalazły się na wyposażeniu niemal każdego domostwa, a naród w coraz większym stopniu oddawał się pijaństwu. Jak pisał w swojej książce pt. Charakter narodowy Polaków i innych historyk Edward Lewandowski:

„są kędy uczty, pokaż mi, kto trzeźwy do domu idzie; a co gorsze! Coby ludzie serdecznie za ten grzech żałować mieli, to się nim bezpiecznie przechwalają. Bo kiedy się nazajutrz po upiciu zejdą, to jeden drugiego pyta, jakoby się miał po wczorajszym. Tam się sobie z pośmiechem spowiadają: nie pomnę, prawi, jakom do domu przyszedł, siedzieliśmy aż do białego dnia; nie wiem co mam czynić, głowa mię boli; na jednę nie mogę pomyślić. Ali mu drugi absolucją daje, mówiąc: więc klin klinem wtrącić. To się wnet z sobą znowu zmówią, jeśli wczora dobrze pili, to dziś jeszcze lepiej – i tak ustawicznie”.

Owe pijaństwo, ale także umiłowanie zabawy połączone z przesadną gościnnością charakteryzujące osiemnastowiecznego Polaka były ściśle powiązane z dziedzictwem kultury szlacheckiej. Polski szlachcic broniąc granic ojczyzny, będąc nieustannie narażonym na śmierć, gdy nadarzyła się sposobność, bądź gdy nadeszły spokojniejsze dla niego czasy, korzystał z uroków życia by odreagować trudy codziennej służby. Wytchnienia szukał przy suto zastawionych stołach, zazwyczaj w towarzystwie licznie przybyłych gości, których sama obecność obligowała gospodarza do organizowania wystawnych uczt w myśl przysłowia: „gość w dom, Bóg w dom”. Jako, że dworków szlacheckich nie było zbyt wiele, odległości między nimi znaczne, a stan „dróg” fatalny pojawienie się zarówno przypadkowych, jak zaproszonych osób było niezwykle radosnym wydarzeniem przerywającym monotonię dnia codziennego. 

Okres rządów dynastii Sasów przypadający na wiek XVIII stał więc pod znakiem nieustających uczt sowicie zakrapianych alkoholem. Powstałe za panowania Augusta III Sasa słynne powiedzenie „za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa” doskonale oddawało charakter tamtych czasów. Wszelakie interesy zarówno prywatne, jak i publiczne załatwiano przy wysokoprocentowych trunkach: za panowania Augusta III kraj cały nie wytrzeźwiał jeszcze rozpojony przez Augusta II, a pijaństwo zrodziło powiedzenia: „w winie prawda” oraz „kto oszukuje po winie, oszukuje we wszystkim”. Picie alkoholu było więc niejako obowiązkiem towarzyskim, ale także i chwalebnym zwyczajem, niewątpliwym dowodem szczerości i dobrego wychowania, abstynencja zaś mogła wskazywać na złe intencje współbiesiadnika; poczytywana była za grubiaństwo, bywała znakiem skrytości charakteru i podstępności

W wieku XIX zanotowano kolejny wzrost spożycia wódki z uwagi na wynalezienie jej nowej odmiany – wódki ziemniaczanej, która okazała się jeszcze tańsza i łatwiejsza w produkcji. W czasach nam bliższych (lata Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej) próbowano walczyć z plagą postępującej alkoholizacji – jak się okazało bezskutecznie. Polacy pili coraz częściej i coraz chętniej. Z okazji urodzin, imienin, dnia matki, dnia kobiet, dnia stoczniowca i nauczyciela. Przy okazji i bez okazji. W imię wielowiekowej tradycji.


 

Obecnie, jak wynika z najnowszych danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) Polacy w rankingu dotyczącym ilości spożywanego alkoholu plasują się na 13 miejscu (12,5 litra czystego alkoholu na osobę) spośród wszystkich badanych krajów (193), a średnia ilość jest dwukrotnie wyższa niż średnia światowa (6,2 litra) i ciągle wzrasta.

Źródło: www.remekdabrowski.pl

 

 

 

 

 

 

eatandlove

Comments are closed.