DLACZEGO MAM ŻAL DO RODZICÓW

To nie jest tak, że nie lubię dzieci, naprawdę. Cieszy mnie niezmiernie, że nasze społeczeństwo rośnie w siłę, bo jak ktoś kiedyś słusznie zauważył to nadzieja i przyszłość naszego narodu. I podpisałabym się pod tym stwierdzeniem obiema rękami, gdyby nie to, że na tę wizję świetlanej przyszłości coraz częściej nachodzą chmury rodzących się patologii.

 

W restauracji, podobnie jak i w innych miejscach publicznych –  teatrze, kinie, sklepie czy tramwaju widać jak na dłoni obraz polskiego społeczeństwa; każdy chce być ważny, zauważalny i traktowany z należytym mu szacunkiem. I nie byłoby w tym nic niestosownego, gdyby nie fakt, że coraz częściej nadbudową do tego typu sposobu myślenia jest chęć pokazania, że to ja jestem górą.

 

„Zosiu, zostaw to. Ta pani jest od tego, żeby to podnieść” * 

Wraz z bogaceniem się naszego społeczeństwa nasila się trend powracania do ustroju poddańczo – pańszczyźnianego, gdzie w co drugiej rodzinie istnieje przekonanie o własnej wyższości, co z kolei przekłada się na to, że wszędzie tam gdzie mają do czynienia z „obsługą” traktują to miejsce jak swoją przestrzeń i liczą na iście królewskie traktowanie.  Zwłaszcza swoich dzieci.

Do restauracji chodzę często, przez co mam niezwykłą okazję obserwować całą gammę rodzicielskich zachowań. Sprzyja temu także fakt, że najczęściej rodzice z dziećmi wybierają stolik obok mnie. I chwilę później rozpoczyna się przedstawienie.

 

„Natalko, a dziś na kolację zjesz tę rybkę, co tu pływa – nazywa się homar”*

Menu dla dzieci udostępniane przez restauracje są zwykle ignorowane. „Nie wydam przecież 11 złotych na byle jaką, plebejską „zupkę pomidorową z makaronikiem”, skoro w świetnej cenie może zjeść standardową porcję foie gras z kawiorem. Ale lepiej wcześniej zapytam moją rezolutną 4-letnią Julcię co dziś woli zjeść„. I tak po 20 minutach głębokiej analizy menu, udaje się podjąć decyzję.

Kelner podąża do kuchni z zamówieniem na homara. W standardowej porcji, rzecz jasna.

 

„Nie będzie Pani mojego dziecka kultury uczyć” *

Uwagi rodziców „Piotruś, tak nie wolno” – pojawiające się kilkukrotnie w ciągu minuty, podobnie jak „uspokój się” i „nie jesteś tu sam” są niezwykle cenione wśród pozostałych gości restauracji, o ile nie są rzucane rutynowo, mechaniczne między jednym a drugim łykiem Prosecco.

Kiedy do eleganckiej restauracji w centrum Mokotowa weszła gromadka kilkuletnich, rozbawionych dzieci – byłam pewna dwóch rzeczy – po pierwsze, że siądą obok mojego stolika, a po drugie – że ich rodzice to tylko osoby towarzyszące. Nie przewidziałam jednak jednego – w tym przypadku rodzicielska cierpliwość też ma swoją granicę i objawi się ona w najmniej spodziewanym momencie.

Zabawa na stromych schodach, bieganie wokół stolików innych gości, przekrzykiwanie i wzajemne wyzywanie, rzucanie sztućcami, krótko mówiąc beztroska zabawa, zakończyła się, gdy jedno z dzieci postanowiło uderzyć w wielki metalowy gong ogłuszając tym samym część gości, ale co najważniejsze, zagłuszając ojcowską opowieść o wakacjach na Dominikanie.

I wtedy padły najgorsze z możliwych słów zezłoszczonego rodziciela „Patryk. Nie wolno! ” a następnie „idźcie się bawić na dół, tam są panie kelnerki, one się wami zajmą”.

I tyle na temat nauki kultury. Na koniec pozostaje jeszcze jeden aspekt – rodzicielskiej odpowiedzialności.

 

„To dajcie lody w gratisie i będzie po sprawie” 

Restauracja musi spełniać wymogi BHP, i to jak się okazuje – wiele wymogów. Co jednak w sytuacji gdy na kelnera niosącego tacę z gorącym jedzeniem wpadnie nieupilnowane przez rodziców dziecko? Po karczemnej awanturze rosły tatuś, ku ucieszy reszty rodziny, zadecyduje „to dajcie lody w gratisie i będzie po sprawie”.

* * *

Staram się być naprawdę wyrozumiałą osobą i jestem w stanie postawić się w roli każdego rodzica, a już zwłaszcza tego, który pierwszy raz od kilku czy kilkunastu miesięcy może pozwolić sobie na wyjście do restauracji ze swoimi latoroślami. Z wielkim jednak zdziwieniem i niepokojem obserwuję zjawisko, któremu poświęciłam niniejszy wpis.

Drodzy Rodzice! Pamiętajcie, że obowiązują nas pewne normy społeczne, których łamać się nie powinno. A uwagi typu „nie wolno” za którymi nie idzie konsekwentne działanie, spowoduje, że po latach takiego „wychowywania” na prośbę „posprzątaj swój pokój” Twój 17-letni Marcinek założy na uszy słuchawki i ze stoickim spokojem podejdzie do drzwi zamykając Ci je przed nosem. 

 

* Cytaty pochodzą z autentycznych wypowiedzi restauracyjnych gości.

 

eatandlove

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.