KULINARNA TENERYFA

Nie ukrywam, że to właśnie kulinarny aspekt naszej podróży interesował mnie najbardziej. W ramach przygotowania, by jak najlepiej poznać wyspę „od kuchni”, przejrzałam kilkanaście poradników, przeczytałam dziesiątki artykułów i wpisów innych blogerów by dowiedzieć się czegokolwiek na temat tego, co jedzą typowi Kanaryjczycy. O dziwo we wszystkich tych źródłach pojawiała się jedna nazwa – Papas arrugadas, czyli ziemniaki po kanaryjsku. I to one niewątpliwie królują na wyspie.

W smaku przypominają nasze rodzime „ziemniaki w mundurkach” choć sposób przyrządzenia, jak i podania nieco się różni.

Papas arrugadas 

Nieobrane ze skórki ziemniaki gotujemy w niewielkiej ilości mocno osolonej wody (sól powinna być gruboziarnista, natomiast wody należy wlać tyle, by lekko przykrywała ziemniaki). Gdy te będą już miękkie, odlewamy wodę zostawiając jednak nieco jej na dnie. Ponownie gotujemy na małym ogniu przez około 5 minut; ma to na celu wytworzyć solną skorupkę na skórce ziemniaka. Woda powinna dość szybko wyparować. Uwaga! Na końcowym etapie należy dość często potrząsać garnkiem, aby ziemniaki nie przywarły!

Papas arrugadas podawane są niemal do każdego dania, zwykle z nieodłącznymi ich towarzyszami czyli sosami mojo – rojo (pikantny, paprykowy) oraz verde (łagodny, na bazie kolendry); ziemniaczki można zamówić także osobno jako przystawkę (tapas).

Przykładowe tapas: ziemniaczki po kanaryjsku, serowe krokieciki, ośmiornica z ziemniakami, chorizo w czerwonym winie, krewetki w  oliwie czosnkowej, grillowane warzywa. 

Kanaryjczycy choć są narodem wyspiarskim otoczonym zewsząd wodami, tyle samo uwagi co daniom rybnym poświęcają mięsu, a najpopularniejszym jego rodzajem jest mięso królicze. Miałam okazję go skosztować i przyznam szczerze – przez jego specyficzny smak raczej do niego nie powrócę. Rdzenni mieszkańcy Teneryfy zajadają się także wołowiną – często w menu lokalnych restauracji pojawia się ona w formie steków; w górzystych partiach wyspy możemy również spotkać potrawy z koźlęciny. Popularne są także sery z koziego mleka; w formie przystawki przyrządzane na grillu z dodatkiem konfitury z kaktusa.

Kanaryjczycy w niezwykle finezyjny, ale zarazem bardzo smakowity sposób obchodzą się z rybami, których w menu jest naprawdę sporo; przy wyborze dania warto mieć przy sobie słownik angielsko – polski by móc odszyfrować poszczególne ich nazwy, szczególnie, że część z nich w Polsce jest rzadko spotykana.

 

MIEJSCA WARTE POZNANIA

(w poszukiwaniu niezapomnianych smaków i widoków)

Znaleźć na Teneryfie miejsca brzydkie jest niewątpliwie trudno – są miejsca gdzie jest ładnie, bardzo ładnie, a w końcu nawet tak ładnie, że aż odbiera mowę. Ja miałam te szansę i przyjemność patrzeć się na te ostatnie zza suto zastawionego stołu. Raj dla smakosza (i) hedonisty.

Masca

Aż trudno uwierzyć, ale ta wioska nie powstała jako sztuczny twór cieszący oko turysty. Żyje tu na co dzień nieco ponad 100 mieszkańców i jedynie mogę sobie wyobrazić co widzą każdego poranka otwierając okiennice w swoich domach. Magia.

Choć kiedy odwiedzaliśmy Mascę było zimno i deszczowo (na wioskę nachodziły akurat chmury, a leży ona na ich wysokości) nie odmówiliśmy sobie przyjemności zjedzenia posiłku na tarasie. Siedząc w ciepłych bluzach podziwialiśmy oszałamiające wprost widoki.

 

Las Salinas

Jeżeli próbować mojito to właśnie tam –  nie znajdziecie lepszego nie tylko na wyspie, ale także w tej części Europy. Tak twierdzą Kanaryjczycy – a ja potwierdzam.

W Las Salinas od środy do niedzieli od godziny 16:30 można słuchać występów muzyków z całego świata. Mojito, zachodzące słońce nad oceanem i śpiew. Czego chcieć więcej.

Więcej informacji o Las Salinas znajdziesz TUTAJ 

 

* * *

Przyznam, że nazwy tego miejsca nie pamiętam; nie udało mi się także odnaleźć go w gąszczu przybrzeżnych restauracji. Niemniej – tego dnia, w pełnym słońcu, widok był nieziemski. Miałam naprawdę duży problem na czym się skupić – jedzeniu czy podziwianiu.

 

Bobby’s III Indian Tandoori 

bez widoków, ale za to z jakim jedzeniem… to zdecydowanie największe odkrycie tego wyjazdu. W życiu nie spodziewałabym się, że najlepszej kuchni indyjskiej skosztuję na oddalonej o 15 tysięcy kilometrów od jej kraju pochodzenia niewielkiej Teneryfie. Potrawy, które tu serwują to istna uczta dla podniebienia.

 

Jakby co to Bobby’s III Indian Tandoori znajdziesz TUTAJ

 

Podsumowując – gdzie jadać?

A właściwie zacznijmy od tego gdzie nie jadać – szerokim łukiem omijajcie restauracje i nadbrzeżne bary chyba, że macie ochotę na pizzę, kebab lub steak’a (oczywiście bywają wyjątki od tej reguły). Jeżeli jest wcześnie rano załapiecie się również na english breafast, czyli zestaw w postaci smażonego bekonu, jajecznicy, parówek z wody i fasolki przypominającej nieco naszą „po bretońsku”. Wygląda to obrzydliwie, podobnie pachnie, a więc pewnie i smakuje, ale Brytyjczycy są zadowoleni. A należy nadmienić, iż stanowią oni przeważającą część turystów odwiedzających Teneryfę więc nie dziwię się Kanaryjczykom, że chcą im dogodzić.

W poszukiwaniu dobrych, autentycznych smaków warto udać się w głąb wyspy i jadać tam gdzie „lokalsi”. Nam udało się odwiedzić niewielką restauracyjkę pełną Hiszpanów – od policjantów, poprzez budowlańców na zwykłych hiszpańskich rodzinach kończąc. Było miło, przyjemnie i smacznie. A do tego tanio – posiłek składający się z zupy, II dania, deseru oraz wina to koszt 8 euro.

 

Co warto spróbować? 

Niewątpliwie znane na całym świecie kanaryjskie banany. Nie zjecie ich w Polsce, ani innym kraju Unii Europejskiej, bo nie spełniają jej norm. W smaku przypominają mieszankę ananasa i banana – coś niezwykłego.

Polecam także wino bananowe (choć czuć w nim tylko lekki aromat owocu), a także miód palmowy, który wbrew swojej nazwie nie powstaje dzięki pszczołom; uzyskuje się go z naciętej kory palmy daktylowej, a gęstnieje pod wpływem temperatury i promieni słonecznych.

Kanaryjczycy są świetnymi cukiernikami, więc jeżeli lubicie słodycze spróbujcie ich deserów; ja szczególnie polecam bułeczki z ciasta francuskiego i ciasta z czekoladą.

Z napojów alkoholowych poza wspomnianym Mojito, ale tylko w Las Salinas i Sangrii, która w kraju pochodzenia nie może być niedobra, polecam piwo o polsko brzmiącej nazwie – Dorada. Jasne, niezbyt goryczkowe ugasi największe pragnienie.

 

Czego nie warto próbować?

Choć to duma Kanaryjczyków absolutnie nie zachęcam do próbowania likieru bananowego – jest zwyczajnie niesmaczny.

Nie polecam soków – są przesłodzone (być może z uwagi na zamiłowanie Kanaryjczyków do słodkiego), poza tym wszędzie czuć nieco chemiczny posmak limonki. Lepiej wybrać wodę mineralną, choć niezwykle trudno dostać ją w wersji gazowanej.

To na co trzeba zwrócić uwagę i wybaczyć Hiszpanom – zupełnie nie potrafią robić sałatek, choć notorycznie w przeróżnej postaci „dorzucają” je do dań głównych. Dressing to słowo obce – skropienie warzyw octem balsamicznym jest u nich szczytem finezji. Warzywa raczej bez smaku. Nie polecam nawet próbować.

 


NA KONIEC KILKA OGÓLNYCH INFORMACJI I CIEKAWOSTEK O WYSPIE


  • Choć Teneryfa stanowi integralną część Hiszpanii a tym samym także Unii Europejskiej (podróżujemy bez paszportów), geograficznie przynależy do północnej Afryki.
  • Lot z Warszawy do lotniska na południu Teneryfy (Aeropuerto de Tenerife Sur) trwa około 5,5 h. Na trasie mogą występować turbulencje – my  doświadczyliśmy niewielkich, ale jednak.
  • Wschód słońca na Teneryfie w lipcu następuje o 7:20, zaś w grudniu i styczniu o 8:00
  • Zawsze odpowiadajcie na powitanie (Hola!) – Kanaryjczycy są uprzejmi, ale bardzo pamiętliwi.
  • Kanaryjska drogówka jest nieustępliwa i nieprzekupna, więc lepiej nie przekraczać dozwolonej prędkości.

 

Jeżeli spodobał Ci się niniejszy post – proszę – przekaż do dalej 🙂 A jeżeli ciekawi Cię jak wygląda podróż na szczyt wulkanu Teide – daj znać w komentarzu. Będzie oszałamiająco pięknie:)

 

 

eatandlove