NIE MAMY PAŃSKIEGO PŁASZCZA I CO PAN NAM ZROBISZ?

6 marca minęło dokładnie 7 lat od emisji pierwszego, pilotażowego odcinka Kuchennych Rewolucji Magdy Gessler. Choć programu tego o dziwo nie oferuje żadna telewizja publiczna, on i tak realizuje swego rodzaju (ważną) misję; za pomocą Matki Boskiej polskiej gastronomii odczarowuje bowiem obraz restauracji jako miejsca kultu: restauratorów, kelnerów i kucharzy.

Odpowiedzmy sobie szczerze na pytanie – co w świecie gastronomii jest zwykle najważniejsze?

Restaurator liczy na szybki zysk, kelner na napiwki, a kucharz na święty spokój, bo nie po to wybierał ten konkretny zawód (artysty, nie rzemieślnika) by w oparach spalonego tłuszczu nakładać w pośpiechu kolejne pięćdziesiąt porcji schabowego z ziemniakami i mizerią. Jak się więc okazuje zadowolenie Gości postrzegane jako wartość spada w tym rankingu na ostatnie miejsce. I po części to niestety także nasza wina.

Bardzo często spotykam się z podejściem, że na pewne rzeczy po prostu nie można zwracać uwagi, bo restaurator jak gospodarz domu zaprasza nas na posiłek i jak coś nam nie smakuje to i tak trzeba podziękować, pokornie schylić czoło i wydać ciężko zarobione pieniądze na coś co w innych obszarach handlu zwyczajnie podlegałoby reklamacji. Bo może mu będzie przykro. Wyobraźmy sobie sytuację, w której idziemy do sklepu z obuwiem, wybieramy pięknie wyglądającą parę szpilek, a na końcu sprzedawca pakuje nam przyniesione z zaplecza znoszone, poniszczone i brudne kozaki. Na początku pojawia się zaskoczenie, następnie rozczarowanie, a w końcu złość, bo przychodzi nam zapłacić za coś co nie spełnia podstawowych standardów i zwyczajnie nie jest zgodne z tym czego oczekiwaliśmy. Wspomniana sytuacja rzecz jasna nie miałaby szansy się wydarzyć, jednak w świecie gastronomii to niestety smutna rzeczywistość. Przez kilka lat moich kulinarnych podróży spotkałam się z całą gamą podobnych zachowań, które dotyczyły nie tylko mnie osobiście, ale także moich bliskich, czy znajomych. Część z tych historii kończyła się cichym przyzwoleniem nie tylko na jawne oszustwa, ale także bezczelność obsługi wykorzystującą naszą spolegliwą mentalność.


PODMIANKA SKŁADNIKÓW


Zdarza się notorycznie. Czy przeciętny Kowalski jest w stanie odróżnić ser Koryciński od innego, zwykłego sera z Biedronki? Jeżeli dotychczas nie miał okazji go spróbować to nie sądzę. Więc po co ładować pieniądze, wystarczy wpisać ładnie brzmiącą, regionalną nazwę w menu i po sprawie – papier przyjmie wszystko.

Czy podanie w sałatce boczku zamiast szynki parmeńskiej i późniejsze wpieranie, że żadna pomyłka nie nastąpiła, bo ona tak wygląda, ma prawo się zdarzyć? Pewnie – mi się zdarzyło. Bo naród jest głupi i łyknie wszystko.

W jednej restauracji przy warszawskim placu Teatralnym zamówiłam łososia ze szparagami. Zgodnie z przewidywaniami nie otrzymałam pełnego zamówienia, bo sezon na te zielone warzywo dawno już minął. W zamian (bez żadnej konsultacji) zaserwowano mi garstkę sałatki z roszponki. Cena dania rzecz jasna pozostała bez zmian. Podobny los spotkał zamówioną pizzę z rukolą – nieobecny, główny składnik zastąpiono karbowaną sałatą. To zielone i to zielone, co za różnica.


„CZY WSZYSTKO SMAKUJE?”


Na to pytanie, z natury retoryczne, istnieje jedna poprawna odpowiedź – „Oczywiście, że tak”. A co w sytuacji gdy odważymy się na szczerość?

„- Przepraszam, ale ta wątróbka jest przypalona tak, że aż zwęglona…

– Została przygotowana według naszej standardowej receptury. Nie odbiega od smakiem od innych porcji; wraz z kucharzem, komisyjnie jej próbowaliśmy„.  Jednym słowem, czepiasz się człowieku.

* * *

” – Przepraszam, nie dam rady zjeść tej golonki – jest strasznie twarda. 

–  Kucharz podziela Pani opinię, ale niestety nie możemy już jej wymienić, bo jest napoczęta (w domyśle: nie podamy jej już nikomu innemu). W ramach przeprosin może otrzymać Pani od nas deser lodowy. Chce Pani?„. Chciałam, więc mam. Golonka i lody doliczone do rachunku.

*  *  *

To nie jest znowu tak, że jak nam coś nie smakuje to z automatu podlega to reklamacji i niejako z urzędu otrzymujemy zgodę na kręcenie nosem, marudzenie i zgrywanie ekspertów. Umówmy się – każdy kucharz kieruje się swoim podniebieniem i wątpliwe jest, że powtórzy smak pierogów z jagodami babci Heli. Ma to być jednak smaczne, a cena dania powinna być dopasowana zarówno do jakości wykorzystanych składników, jak i wielkości porcji.

I w tym wszystkim nie chodzi o to, aby zostać drugą Magdą Gessler. Rozstrzyganie sporu dotyczącego długości sezonowania podanej wołowiny pozostawmy znawcom. Jeżeli jednak otrzymacie niedopieczony schab, albo nieświeży tatar nie bójcie się powiedzieć o tym głośno. Dla prawdziwego kucharza będzie to kompromitacja, traktującemu poważnie swój zawód kelnerowi przyniesie wstyd, a profesjonalny menadżer prędzej sam zje nieudane danie niż pozwoli wyjść z restauracji niezadowolonym Gościom. I to jest właśnie różnica, która pozwoli Wam ocenić, na którym miejscu w rankingu ważności właśnie się znajdujecie i czy warto wybaczyć pewne niedociągnięcia, które w końcu mogą zdarzyć się każdemu. W innym wypadku, co najwyżej zostanie zaproponowana Wam kilkudniowa szarlotka i doliczone do rachunku 10% serwisu za zszargane nerwy obsługi. Było się nie awanturować. 

 

eatandlove

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *