COŚ O SOBIE


Jestem: Ola – choć bardzo nie lubię tego imienia; zdecydowanie wolę Aleksandra.

Mam słabość do: pięknych zdjęć. Zwłaszcza tych kulinarnych.

Pierwsze doświadczenie kulinarne: nie były zbyt udane. Miałam wówczas może z sześć lat, gdy w mojej głowie zaczęło kształtować się silne przekonanie (graniczące niemal z pewnością), że moim życiowym powołaniem jest gotowanie. Pewnego zimowego wieczoru postanowiłam wykorzystać swój talent przyrządzając pierwszą autorską potrawę. Na szczęście nie było wówczas nikogo, kto skusiłby się na degustację, bo ja sama nie wspominam jej specjalnie dobrze. Jajko na twardo, żelatyna i rodzynki ewidentnie do siebie nie pasowały. Trochę zniechęcona efektami porzuciłam kulinarne plany, by po kilku latach ponownie do nich powrócić. Smażona kromka chleba z pasztetem smakowała tylko kotom, a pizza z naleśników (potwornie niedobra) zwróciła się nawet psu. Teraz z moim gotowaniem jest chyba troszkę lepiej 🙂

Moje ulubione danie: obecnie – krewetki smażone na maśle, z czosnkiem, papryczką chilli, odrobiną wina i natki pietruszki; od zawsze – pierogi z farszem ziemniaczanym mojej mamy, flaki wg przepisu mojego taty.

W kuchni: spędzam najwięcej czasu.

W mojej lodówce znajdziesz na pewno: papryczkę chili i czosnek.

Zawsze: wszystko wącham; każdą rzecz, którą zamierzam wykorzystać w gotowaniu, nawet jeśli jest to surowy makaron czy sól.

Nigdy: nie odmawiam zaproszenia do restauracji.

Kocham: zimę i czas świąt Bożego Narodzenia. To z nimi związane są moje najpiękniejsze wspomnienia.

Lubię: gdy smakuje innym to co ugotuję.

Nie lubię: słodkiej herbaty, kawy Inki i kolendry.

Marzę: by poznać osobiście Roberta Makłowicza, zjeść w 3-gwiazdkowej restauracji sushi Sukiyabashi, zostać jednym z inspektorów Michelin.

Podziwiam: wielu ludzi. Zwłaszcza tych, którzy wbrew wszystkiemu i wszystkim mają siłę by walczyć o swoje marzenia.

Nałogowo: myślę o jedzeniu i gotowaniu.

Chciałabym: by pewnego dnia moja pasja stała się również moją pracą.