SKLEPOWE PUŁAPKI CZ.1

Kiedy stajemy w obliczu potrzeby dokonania większych, spożywczych zakupów zwykle nasz wybór pada na jeden z wielkopowierzchniowych sklepów (super lub hipermarketów). Ma to oczywiście swoje praktyczne uzasadnienie – większy wybór produktów, dostęp do ciekawych akcji promocyjnych, a także, a może przede wszystkim, poczucie oszczędności czasu i pieniędzy. Przestrzegani przed chwytami marketingowymi staramy się przy tym kierować dwiema podstawowymi zasadami: kupowania wyłącznie z wcześniej przygotowaną listą i po posiłku.  Dzięki temu mamy poczucie, że „przechytrzyliśmy system” i nic, i nikt nie jest w stanie przekonać nas do zakupu produktu, na który zwyczajnie nie mamy ochoty. Rzeczywistość wygląda jednak zupełnie inaczej – sklepowa alejka to istny tor przeszkód, a każdy nasz krok ma przynieść konkretny rezultat w postaci zakupionego towaru.


NA DOBRY POCZĄTEK – 50 %


SALE

Po wejściu do sklepu naszym oczom ukazuje się zwykle ogromny, czerwony napis informujący o wyprzedaży, promocji czy obniżce -50% na wybrany asortyment. Większość klientów zdecyduje się skorzystać z okazji i zakupić produkt, bo wyda mu się niezwykle atrakcyjny; ponadto poczuje satysfakcję z udanego „polowania” co w rezultacie wprawi go w dobry nastrój. A na tym najbardziej zależy specjalistom od marketingu; na klienta bowiem czekają inne pułapki….

KULISY: sklepy nie tracą na wyprzedażach – zwykle nadrabiają podwyższając o kilka groszy cenę podstawowych, najczęściej kupowanych produktów. Kupując szampon na przecenie, kwotę zaoszczędzoną wydasz na zakup pieczywa, bo przecież tam nie ma już promocji 🙂


ŚPIESZ SIĘ POWOLI


PODŁOA

Udając się do wielkopowierzchniowego sklepu liczymy na oszczędność czasu – zakładamy, że nasze zakupy będą trwały możliwie krótko, bo przecież mamy ze sobą wcześniej przygotowaną listę. Na klientów, którzy rygorystycznie przestrzegają tej zasady też znaleziono sposób, a haczyka należy szukać w…. podłodze! Wyłożona jest bowiem niewielkimi płytkami, które mają za zadanie spowalniać zakupowy wózek, a klientowi dawać złudzenie szybkiego poruszania się. Niektóre sklepy jak np. Lidl zdecydowały się nie udostępniać swoim klientom ręcznych koszyków. Ma to oczywiście ogromne znaczenie, bowiem klient, który korzysta z wózka sklepowego ma ciągłe poczucie, że za mało kupił i może pozwolić sobie tym samym na większe zakupy.


TYLKO JEDEN PRODUKT?


Produkty najczęściej kupowane takie jak pieczywo, wędliny, nabiał umiejscowione są zwykle na końcu sklepu, tak by klient udając się po jeden produkt „miał okazję” przyjrzeć się innemu i „przy okazji” go zakupić. Tutaj wykorzystuje się również metodę skojarzeń – przy piwie znajdziemy słone przekąski, przy przyprawach – kolorowe pojemniczki, przy ryżach – gotowe sosy.


ZŁUDNE WRAŻENIE WYBORU


SKE

Produkty najtańsze znajdują się na najniższych półkach – aby po nie sięgnąć, niejednokrotnie trzeba się schylić, albo kucnąć. Na wysokości oczu ustawiany jest asortyment, który sklep na zasadzie umowy z konkretną marką, akcją promocyjną czy zbliżającym się terminem przydatności do spożycia ma w danej chwili sprzedać. Czasami produkty ustawiane są od góry w konkretnej kolejności: droższe, o średniej cenie oraz najtańsze; klient którego nie stać na najdroższy produkt, wybiera ten ze średniej półki – odczuwa przy tym satysfakcję, że wybiera coś lepszego, a nie tańszego czyli w jego odbiorze najgorszego.

KULISY: Producenci znanych marek rywalizują ze sobą o miejsce na półce. Niektóre mniej znane firmy płacą ogromne pieniądze za możliwość umieszczenia swoich produktów obok tych cenionych przez konsumentów i najczęściej przez nich wybieranych.


OSTATNIA PROSTA


przykasie

Kiedy stoimy już przy kasie – zmęczeni, głodni i trochę rozdrażnieni – i wydawać by się mogło, że jedyne o czym myślimy to jak najszybsze opuszczenie sklepu – właśnie wtedy narażeni jesteśmy na ostatnią, najniebezpieczniejszą pokusę, której zapewne ulegnie większość z nas. Z przykasowych stojaków patrzą na nas bowiem kolorowe opakowania niedrogich, ale za to kuszących batoników i czekoladek. I jeżeli jesteśmy na tyle stanowczy by powiedzieć im nie, usłyszymy piskliwy głosik „mamo, mogę?” i cała nasza taktyka pójdzie na marne.

 

eatandlove

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.