SMAKI DZIECIŃSTWA LAT 90. CZĘŚĆ DRUGA

Po raz kolejny zabieram Was do świata lat 90. Pamiętacie najpopularniejsze dania, przekąski i słodycze z tamtych lat? Chodźcie, powspominamy jak było fajnie 🙂

Pierwszą część przeczytacie tutaj 


RYŻ NA MLEKU


Ulubiony deser dzieciństwa, choć za słodkościami jakoś specjalnie nie przepadałam. Mieliśmy w domu nawet taki specjalny garnek do jego przyrządzania z podwójnym dnem, żeby nie przywierał w czasie gotowania. Wadą tego dania było to, że strasznie długo trzeba było na niego czekać, a przy dziecięcym poczuciu czasu trwało to naprawdę wieki.

Link do zdjęcia tutaj


DOMOWA PIZZA


Zawsze na grubym, zawsze kwadratowa i chyba w każdym domu z cebulą, kiełbasą i pieczarkami. Prawdziwie polska pizza. Włosi mogliby się od nas wiele nauczyć 😉

Link do zdjęcia tutaj 


MURZYNEK


Nie przypominam sobie, aby jakiekolwiek inne ciasto wzbudzało tyle emocji. O to kto otrzyma miskę, a kto trzepaczki do oblizywania toczyły się zawzięte boje. Murzynek jest super. Po dziś dzień.

Link do zdjęcia tutaj


HOT DOGI I ZAPIEKANKI


To były czasy kiedy Polska nie znała jeszcze kebaba i chińczyka. Po szkole szło się „pod Atlas” lub „Garnizon”, bo byli tam wszyscy (znajomi z innych klas, czy szkół) i były one – budy z zapiekankami.
Pod Atlasem były te lepsze, bo miały lepszy smak, ale także dlatego, że stał tam namiot, gdzie Pan sprzedawał kasety i płyty disco – polo i tę muzykę puszczał, żeby zachęcić klientów do zakupu. I to disco – polo grało, ludzie siadali na murku okalającym pobliski skwer, jedli, rozmawiali. I to było centrum naszego małego, kulinarnego świata.

Dziś pod Atlasem zapiekanek już nie ma, ale są pod Garnizonem. Te same, niezmiennie dobre. Nawet Panie sprzedające się nie zmieniły i wystój malutkiego kiosku też nie. Wciąż zapiekanki pieczone są w małym, aluminiowym opiekaczu i ciągle jest tu ruch jak przed laty.
Kiedy jestem w rodzinnym mieście często tam zaglądam i niezmiennie uważam, że są to najlepsze zapiekanki na świecie. Biorę te za 3,50, bo wreszcie mnie stać na droższą wersję – z prażoną cebulą, kukurydzą, surówką z białej kapusty i standardowym szlaczkiem z ketchupu


 

SEREK HOMOGENIZOWANY OSM SIEDLCE


Miałam to szczęście spędzać dzieciństwo w mieście, w którym produkowano ten najpyszniejszy na świecie serek homogenizowany. Jadłam go w ilościach hurtowych – zarówno ten o smaku waniliowym, jak i truskawkowym. Latem robiliśmy z nich lody; wystarczyło na kilka godzin wstawić je do zamrażalnika.

P.S. Serek ten do dziś produkowany jest przez OSM Siedlce i dostępny jest w większości sklepów na terenie kraju. 


 

WODA W SYFONIE


Szkoda, że dziś jest tak bardzo rzadko spotykana. Nabijanie syfonu to było coś. I w ogóle pomysł gazowania wody samemu – niesamowita frajda dla dzieciaka.


MIRABELKI 


Chyba nikt nie traktował ich na poważnie i choć rodzice ciągle powtarzali „nie baw się jedzeniem”, one i tak nadawały się wyłącznie jako arsenał w zabawie pt. „walka na mirabelki”. Efekt? Kilka niewielkich siniaków (bo najlepsze były te twarde, niedojrzałe) i ubrudzone buty tymi, które przejrzałe leżały już na ziemi.


LODY 


Tych chyba nie muszę przedstawiać? 🙂

Następca popularnych lodów Śnieżka, czyli Domino. Dla mnie były trochę bez sensu; lód bez patyczka i czekolady? Poza tym jak się roztapiał to zewsząd kapało. Mało praktyczny.

Lody Iza – z czterech smaków lubiłam dwa; tymi pozostałymi wymieniałam się z koleżankami. Jakimś dziwnym trafem najczęściej dostawaliśmy je podczas dnia dziecka w szkole.

Lody Grand, czyli szczyt luksusu

 


CHRUPKI KUKURYDZIANE I CHIPSY


Flisów było zawsze mało, a kosztowały dużo. Jak się dostało 2 złote od rodziców to chcąc nie chcąc wchodziła w grę (mikro)ekonomia. Więc szło się do pobliskiego sklepu, a najlepiej na większy bazarek, bo tam Pan na stoisku ze słodyczami z Niemiec miał również mega, turbo dużą paczkę chrupek kukurydzianych zwanych pałkami. I tak się wracało potem do domu z tą paczką większą od 7-letniej dziewczynki.

Potem na rynku pojawiły się kolorowe kulki kukurydziane pakowane w rożek. I one też były fajne.

Chipsy to odrębna kategoria, bo o ile chrupki kukurydziane kupowane były rzadziej o tyle chipsy gościły niemalże na co dzień. I pewnie zaraz pomyślicie co za rodzice pozwalali na taką dietę u małego dziecka; otóż były to czasy kiedy rodzice nie pilnowali swoich pociech 24h/dobę więc robiło się to niejako ukradkiem.

 

eatandlove